Tak sobie
[28.09.09/20:13]
Po raz kolejny dziękuję za trzymanie kciuków. Oczywiście, zadzwonią jutro. Uwielbiam to. Nie wiem, jak wypadałam, trudno powiedzieć. Z panią szefową miło mi się rozmawiało. Wydała z siebie entuzjastyczne fajnie, podoba mi się po przeczytaniu mojego maila do niezadowolonego klienta. Panu też się podobało, ale on jakiś dziwny. Czułam się nieswojo rozmawiając z nim. Mam jeszcze jedną konkurentkę, która wparowała (dosłownie) wprost do biura o 11:15, a umówili się z nią na 11:30. Nie wiem więc, czy uznają to jako plus, ze przyszła przed czasem, czy może dojdą do wniosku, że jest zbytnio nadgorliwa. Oby to drugie. :P
Po wszystkim poszłam się odprężyć do Ogrodu Japońskiego. Taki miałam przynajmniej zamiar... W maju byłam tam z T., który obiecał, że zabierze mnie tutaj jesienią, gdy jest mniej ludzi i jest o wiele piękniej. I rzeczywiście. Cisza, spokój, i te kolory – niesamowite! Ale gdy tam weszłam, momentalnie wybuchłam płaczem. I siedziałam na kamieniu, potem na ławce, na której siedziałam z nim, i ryczałam. Głupie, wiem. Ale nie mogłam się powstrzymać. Poczułam się tak beznadziejnie. Ludzie, choć niewielu na szczęście ich tam było, się na mnie gapili, a ja miałam to gdzieś. Na dodatek trafiłam na młodą parę, robiącą sobie ślubne zdjęcia, więc do dodatkowo spotęgowało moje fatalne samopoczucie. Szczęście, że wokół mnie pływało mnóstwo nartników, które ślizgając się jak szalone po powierzchni wody, przywróciły mi lekki uśmiech.
No nic, nie będę się już tym wszystkim dręczyć, choć wciąż jest mi smutno. Ale jutro jest nowy dzień i 40 milionów w Totka. Oj, już ja wiem, co bym z nimi zrobiła...
Tymczasem TUTAJ fotki ze spaceru, robione telefonem, ale naprawdę się starałam. :)
Po wszystkim poszłam się odprężyć do Ogrodu Japońskiego. Taki miałam przynajmniej zamiar... W maju byłam tam z T., który obiecał, że zabierze mnie tutaj jesienią, gdy jest mniej ludzi i jest o wiele piękniej. I rzeczywiście. Cisza, spokój, i te kolory – niesamowite! Ale gdy tam weszłam, momentalnie wybuchłam płaczem. I siedziałam na kamieniu, potem na ławce, na której siedziałam z nim, i ryczałam. Głupie, wiem. Ale nie mogłam się powstrzymać. Poczułam się tak beznadziejnie. Ludzie, choć niewielu na szczęście ich tam było, się na mnie gapili, a ja miałam to gdzieś. Na dodatek trafiłam na młodą parę, robiącą sobie ślubne zdjęcia, więc do dodatkowo spotęgowało moje fatalne samopoczucie. Szczęście, że wokół mnie pływało mnóstwo nartników, które ślizgając się jak szalone po powierzchni wody, przywróciły mi lekki uśmiech.
No nic, nie będę się już tym wszystkim dręczyć, choć wciąż jest mi smutno. Ale jutro jest nowy dzień i 40 milionów w Totka. Oj, już ja wiem, co bym z nimi zrobiła...
Tymczasem TUTAJ fotki ze spaceru, robione telefonem, ale naprawdę się starałam. :)
Komentarze
ten ogród zawsze mi przypomina
moje zajęcia z ryszunku, na których cza było coś tam nabazgrać z tego ogrodu właśnie, a ja jak zwykle na ostatnią chwile, więc się wybraliśmy z ekipą i z piwkiem i siedzieliśmy po drugiej stronie rzeki, obierając kadr na ogród ;) piękne czasy ;)))Yamka, to inny ogród, i nie mam nic przeciwko, aby Cię do tego ogrodu zabrać, bo w odróżnieniu od botanicznego, z tym mam miłe wspomnienia (j.w.) ;)
ech Ci faceci..
miejsca, które coś przypominają są najgorsze, bo ciężko się do nich wraca a zazwyczaj są mega fajne..ja dziś jechałam do K. po swoje rzeczy i też tak jakoś dziwnie mi się tam koło niego zrobiło. a z resztą. pogadamy pewnie przez telefon na dniach :) będzie gadania na kolejne 2 godziny.
trzymaj się blondyno :*
i oby zadzwonili, bo jak nieee.. e tam. zadzwonią :)
focie zacne
i miejsce rowniez.ja we wro zaliczylam ogrod botaniczny z mixa i yurkiem ale to cheba inny nie?
trzymam kciuki zeby zadzwonili :)